czwartek, 11 czerwca 2020

Przedpremierowo: "Pamiętnik Szeptuchy" - Dorota Gąsiorowska

Premiera: 16.06.2020

Natasza wiedzie życie jak z bajki - a przynajmniej tak się wydaje. Ma 25 lat i dzięki wyjątkowej urodzie, jaką obdarzyła ją natura, odnosi liczne sukcesy jako modelka i aktorka. Na swoją pozycję ciężko pracuje odkąd pamięta, pilnowana na każdym kroku przez despotyczną matkę. W końcu, zmęczona takim życiem, pod wpływem impulsu postanawia wyjechać na na krótki urlop na Podlasie. Los chce, że zamiast do domu przyjaciółki, trafia do chaty szeptuchy, gdzie odkrywa zupełnie inny świat, niż dotąd ją otaczał. Szeptucha obdarowuje ją pamiętnikiem tajemniczej Mildy, z którą Natasza już od pierwszych stron lektury czuje niezwykłą więź. Nie przypuszcza jednak jak bardzo to wydarzenie zmieni jej życie - ani jak mocno historia Mildy związana jest z jej własną...


Powiedzmy sobie szczerze - obyczajówki z wątkiem romantycznym nie są moim ulubionym gatunkiem. Ta powieść zaciekawiła mnie tylko i wyłącznie dzięki obiecanym motywom słowiańskim, których niestety, jak się okazało, było tutaj jak na lekarstwo. Nie będę jednak narzekać, bo zupełnie niespodziewanie wciągnęłam się w lekturę już od pierwszych stron, a kolejne kartki wręcz przewracały się same. To było dla mnie totalne zaskoczenie, że książka z gatunku, za którym nie przepadam, tak dobrze ze mną współgrała. A dlaczego tak się stało? Może byłam w odpowiednim nastroju, może akurat potrzebowałam jakiejś odmiany, może gust mi się zmienia? A może to po prostu bardzo dobra powieść.

To jest dobra powieść - co do tego nie może być wątpliwości. Napisana jest bardzo zręcznie, akcja, dialogi i opisy przeplatają ze sobą w odpowiednich proporcjach sprawiając, że czyta się ją łatwo i przyjemnie. Od samego początku aż do końca towarzyszy nam poczucie jakiejś tajemnicy - sekretów, które czekają na odkrycie. To jest ten element, który podobał mi się najbardziej, ta właśnie mgiełka niemal mistycyzmu unosząca się nad każdym zdaniem, to przekonanie, że gdzieś tam głęboko ukryte jest coś więcej, jakieś drugie dno, które musimy odkryć. Podobało mi się też jak Natasza, od dziecka mająca z góry zaplanowaną każdą minutę swojego dnia, powoli uczy się ufać swojej intuicji i podążać za jej wskazówkami. Lubię bohaterów, którzy dojrzewają.

W powieści wyraźnie daje się wyczuć klimat dzikiej, pierwotnej wręcz przyrody Podlasia, a co ciekawe, opowieść go nie traci nawet wtedy, gdy akcja przenosi się do Warszawy. Ja, typowe dziecko fantastyki, nie czuję absolutnie żadnego pociągu do książek osadzonych we współczesnych wielkich miastach - mam jedno za oknem i to mi w zupełności wystarczy - ale tutaj chętnie czytałam nawet te fragmenty. Muszę też pochwalić tę powieść za poruszenie kilku trudnych tematów, ale jakich, tego się ode mnie nie dowiecie. To jedna z tych opowieści, które trzeba powoli odkrywać samemu, inaczej nici z zabawy. Powiem tylko, że akcja płynie dość statecznie, nawet gdy dzieje się coś ważnego, jest jakiś plot twist, wciąż czujemy tę senną, tajemniczą atmosferę typową dla tej historii. I choć lubię szaloną akcję (jak mówiłam - typowe dziecko fantastyki), to bardzo mi się ten spokój tutaj podobał.

Jedyne, czego nie pochwalę, to bohaterowie i łączące ich relacje. Nie to, że coś tutaj było nie tak - po prostu nie byli tak dobrzy, jak pozostałe "składowe" powieści. Mam wrażenie, że nawet postacie, które miały w założeniu być barwne i szalone, zostały nieco stłamszone i tak właściwie nie potrafiłabym opisać charakteru żadnej z nich, poza Nataszą i jej matką. Trochę raziło mnie też ich zachowanie gdy spotykali się ze sobą po raz pierwszy - stary, widzę cię pierwszy raz w życiu, wlazłeś właśnie bez pozwolenia do mojego ogródka, ale jasne, chodź, zrobię herbatę i zaproponuję ci nocleg. Serio? Tak powinno być i tak byłoby w idealnym świecie - ale w naszym, realnym, to jakiś nonsens. A tutaj wszyscy w 5 minut stawali się bliskimi przyjaciółmi, byli uprzejmi do przesady i absurdalnie dla siebie słodcy. Owszem, wpisywało się to w klimat powieści, ale mnie osobiście trochę raziło po oczach.

Nie zmienia to jednak faktu, że przeczytałam "Pamiętnik Szeptuchy" z prawdziwą przyjemnością i przez ostatni tydzień bardzo często wracałam myślami do tej historii. To nie jest typowe, głupie romansidełko, jakich pełno teraz pojawia się na rynku - to naprawdę porządnie napisana, ciekawa powieść obyczajowa, w którą wątek romantyczny jest tak zręcznie wpleciony, że nie nie wydaje mi się by uwierał nawet tych, którzy za romansami nie przepadają. Równie zręcznie wplecione są tu motywy słowiańskie i choć życzyłabym sobie, żeby było ich więcej, muszę przyznać, że Pani Gąsiorowska zrobiła dobrą robotę, bo te nieliczne, na które się zdecydowała, pasują do opowieści jak ulał. Niecierpliwie będę wyczekiwać kolejnych powieści z serii "Dni Mocy", a tę tymczasem Wam z czystym sumieniem polecam.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Znak Literanova.

29 komentarzy:

  1. Będę ją miała na uwadze, jednak nie zmienia to faktu, że najpierw chcę przeczytać ,,Szept syberyjskiego wiatru".

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  2. Co prawda klimaty słowiańskie, to nie do końca mój gust czytelniczy, ale fabuła książki bardzo mnie zainteresowała. 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tam lubie obyczajówki z wątkiem miłosnym wiec pewnie by mi się spodobała :D Jak sie wraca myślami do ksiażki po przeczytaniu to znaczy, że była dobra :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmm ciekawe jakby tam trafić, szeptucha jako słowo ma raczej brzmienie czegoś złego.

    OdpowiedzUsuń
  5. "obyczajówki z wątkiem romantycznym nie są moim ulubionym gatunkiem." witam w klubie a i do wątków słowiańskich po pewnej serii podchodze niepewnie ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana na moim blogu odpowiedziałam na Twój komentarz i wyjaśniłam to i owo :)

      Usuń
  6. Z chęcią poznam twórczość autorki i sięgnę po tę książkę. Szkoda tylko, że nie ma tu więcej motywów słowiańskich, ale jeśli fabuła jest ciekawa to dam jej szansę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślę, że sięgnę po ten tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jakoś nie przepadam za książkami gdzie bohaterowie są nijacy lub co gorsza zachowują się zbyt idealnie. Oczywiście są historie, które tego wymagają, ale jednak co za dużo to nie zdrowo. Myślę, że można stworzyć ciepłą historię i przy okazji fajnych, interesujących i inspirujących postaci :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Co prawda wkurza mnie to wciskanie motywów słowiańskich teraz wszędzie, bo to modne. Znaczy... może inaczej, bo motywy słowiańskie uwielbiam i książki na nich oparte są super ale teraz byle gdzie dadzą troszeczkę i na tym skupia się reklama. W ogóle nim zobaczyłam autorkę już myślałam, że dodatek do Szeptuchy, która się tak wybiła ;p Ale dobrze ponarzekałam a tytuł sobie i tak zapiszę, bo w sumie mnie zachęciłaś. Grunt, że się powieść potrafiła wybronić ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam ostatnio ochotę na dobre obyczajowki

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie słyszałam o tej książce, ale brzmi naprawdę rewelacyjnie. Bardzo mnie zaciekawiłaś.

    OdpowiedzUsuń
  12. O, to widzę, że okładka książki sprowadziła mnie na manowce. Myślałam, że to słodko-gorzki romans, a tu proszę. Przyjrzę się.

    OdpowiedzUsuń
  13. Motywy słowiańskie lubie, ale zalezy też od tego jak one w ksiazkach sa podane :-) Ta ksiażka ( jej treść) zapowiada sie całkiem ciekawie.

    podzrawiam
    Karolina

    OdpowiedzUsuń
  14. Zaciekawiłaś mnie tą recenzją, na początku myślałam, że to będzie nudne romansidło, jakich wiele, ale będę miała ją na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jestem ciekawa tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kocham Jagę ze,, Szeptuchy" Pani Miszczuk więc mogłabym przeczytać i tę powieść ;) Może spodoba mi się tak mocno jak właśnie wspomniana przeze mnie seria? :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wydaje się w sam raz na letnie dni :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Czytam - przecieram oczy - dalej czytam. Nie wierzę;) Czytając mam wrażenie, że opisujesz całkiem niezła obyczajówkę, która tłem zdaje się przykrywać beznadziejnych bohaterów. I tak pozytywy mieszają się z minusami, ale sposób w jaki o niej piszesz i ocena na końcu sprawiają, że myślę sobie: - Cholercia, za grosz jej nie widzę w swoich rękach, ale mam ochotę ją przeczytać ;D

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie czytałam i nie wiem czy to coś dla mnie :D

    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  20. Przyznam szczerze, że obyczajówki z romansem mi nie przeszkadzają, chociaż sięgam po nie już trochę rzadziej niż zwykłam. Całość, patrząc na Twoją recenzję, wypada całkiem fajnie - gdyby nie ci bohaterowie. Dla mnie to naprawdę ważny element powieści i szkoda, że tutaj on trochę kuleje. Jeżeli wpadnie mi w ręce, nie powiem nie, ale biec do księgarni też nie będę :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Chętnie przeczytam, jeśli wpadnie w moje ręce ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  22. aż tak dobrze? a ja omijam takie książki szerokim łukiem i całe te szeptuchy mnie nigdy do siebie nie zachęcały, może to wina okładek

    OdpowiedzUsuń
  23. po obyczajówki sięgam bardzo rzadko, ale co do tej to się zastanowię. Podobnie jak Ty nie lubię romansów, ale jeśli ta książka zrobiła na Tobie takie wrażenie, jest bardzo prawdopodobne, że i mnie się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  24. dla mnie Szeptucha jest tylko jedna - autorstwa pani Miszczuk:D

    OdpowiedzUsuń
  25. Twoja recenzja mnie zaciekawiła a po tytule na pewno bym po nią nie sięgnęła. A tak jest szansa :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Ta książka przewija mi się w internetach już od jakiegoś czasu. Myślę, żeby po nią sięgnąć, ale póki co czytam to co mam w domu i na półce na Legimi - i staram się nie dokupywać nowych książek ;).

    OdpowiedzUsuń
  27. Lubie takie poczucie tajemniczości. Wtedy chce się czytać więcej i więcej.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli możesz, zostaw komentarz. Zajmie Ci to nie więcej niż 2 minuty, a dla mnie będzie wspaniałym prezentem i dużą motywacją. Dziękuję!