poniedziałek, 20 kwietnia 2020

Książka vs Film: "365 Dni" - Blanka Lipińska

Z pewnością wiecie, że niedawno, ogarnięta chwilowym szaleństwem, przeczytałam "365 Dni" autorstwa Blanki Lipińskiej. Być może wiecie również, że oceniłam tę książkę jako badziewie powodujące trwałe uszkodzenia mózgu, a jedyną rzeczą, jaka mi się podobała, była scena, w której Massimo wyleczył Laurę z ataku paniki minetą (od lat cierpię na ataki paniki i nie wierzę, żeby to zadziałało, ale z przyjemnością wypróbuję ten sposób przy najbliższej okazji). Tak czy inaczej, skoro przebrnęłam już przez książkę, pomyślałam, że równie dobrze mogę poświęcić te dwie godziny i zobaczyć jego głośną ekranizację. W końcu nawet jeśli będzie do kitu, to chociaż sobie pooglądam umięśnione klaty przystojnych mężczyzn, nie? No więc oglądnęłam i przybywam dziś, żeby jeszcze trochę się nad tą historią popastwić. Miejmy tę opowieść już z głowy i zajmijmy się czymś na poziomie...

Uwaga: wpis zawiera spojlery z książki i filmu!


Fabuła

Laura Biel ma wszystko, czego potrzeba do szczęścia - zgodny związek, dobrą posadę, urodę i wspaniałe ciało. Wraz z partnerem i znajomymi wyjeżdża na wakacje do Włoch, gdzie kilka razy natyka się na tajemniczego, zabójczo przystojnego i bajecznie bogatego mężczyznę. Zagadkowy Włoch okazuje się głową rodziny mafijnej, Laura zaś wygląda jak kobieta, która od lat nawiedza jego sny. Don Massimo jest człowiekiem, który zawsze dostaje to, czego chce, bez większego zastanowienia porywa więc Laurę. Obiecuje zwrócić jej wolność po 365 dniach, jednak przez ten czas zamierza robić wszystko, by kobieta go pokochała...

Adaptacja

Adaptacja nosi ten sam tytuł co powieść. Jest to świeżynka, premierę miała 7 lutego 2020 roku. Niedługo potem, w związku z zamknięciem kin z powodu koronawirusa, film został udostępniony na platformie Netflix. Blanka Lipińska czuwała nad całym projektem i osobiście udzielała rad reżyserce oraz aktorom. W rolach głównych występują nieznani wcześniej szerszej publiczności Anna-Maria Sieklucka i Michele Morrone.

Jeśli chodzi o moje odczucia odnośnie samego filmu... był równie zły jak książka. Niewiele było w nim akcji, dużo zaś przydługich scen nie mających większego wpływu na fabułę. Sceny erotyczne były rozciągnięte do granic możliwości, a przez to nieco nudne. Gra aktorska bardzo przeciętna, chociaż muszę przyznać, że główna aktorka potrafi pracować twarzą, nawet jeśli z resztą ciała nie idzie jej aż tak dobrze. Jednak moim największym zarzutem wobec filmu jest kiepskie, żeby nie powiedzieć: tragiczne, przedstawienie całej historii. Już wyjaśniam. Otóż, gdybym nie czytała książki, nie byłabym w stanie się połapać o co chodzi. Film niczego nie tłumaczy. Nie dowiadujemy się kim właściwie jest Anna i czemu zerwanie z nią to taki zły pomysł, nikt nam nie tłumaczy co się stało gdy Laura została odesłana do Warszawy, nagle pojawia się jakiś ślub i nie wiadomo czyj i o co w ogóle chodzi. Nic nie wiemy, robi się jeden wielki chaos. Odniosłam wrażenie, że dla całej ekipy sceny seksu były ważniejsze niż spójność fabuły. Owszem, tak czasem bywa - problem w tym, że jedynie na PornHubie. Od filmu, który aspiruje do miana poważnej produkcji wyświetlanej w kinach oczekuję, że przynajmniej będzie w stanie sensownie opowiedzieć jakąś historię. Ten zdecydowanie temu zadaniu nie podobał.

Książka vs film

Pierwsza różnica, jaka rzuciła mi się w oczy, to zachowanie Laury - i film jest pod tym względem zdecydowanym zwycięzcą. Książkowej Laurze zarzucałam, że nie może się zdecydować czy jest zazdrosna czy nie chce znać Massima, że zachowuje się totalnie nielogicznie a jej charakter jest niespójny. W filmie wypadło to lepiej, jej zachowanie było zdecydowanie bardziej odpowiednie do sytuacji, w jakiej się znalazła i nie tak chaotycznie jak w książce. Filmowa Laura niemal dawała się lubić.

Druga rzecz, gdzie film również wypadł na plus - nie zajmowaliśmy się aż tak bardzo ciuchami Laury i jej wyglądem. Prawda, zdarzyła nam się już nawet nie krypto- ale zwyczajna, bezczelna reklama sklepu z luksusowymi markami ubrań, ale oszczędzone nam zostało oglądanie metek na każdych majtkach Laury.

W filmie pojawiła się też postać, której nie przypominam sobie z książki - Marco, który wydaje się doradcą, tudzież najlepszym przyjacielem Massima. W zamian za to w filmie nie pojawia się ważna postać z przeszłości Laury - jej były partner, którego powinniśmy byli spotkać na wspomnianym wcześniej weselu.

Największą jednak różnicą jest zakończenie. I uwaga, bo tutaj duży spojler. Książka kończy się sceną pościgu, gdy Laura cudem unika śmierci z rąk wrogiej rodziny mafijnej i mówi Massimowi, że jest w ciąży. Film zaś kończy się gdy samochód Laury znika w tunelu i nie wyłania się po drugiej stronie, Massimo zaś, który właśnie z nią rozmawiał, nagle traci połączenie. W tym momencie Marco wpada z informacją, że dostali cynk, że ktoś zamierza zabić Laurę i ostatnią sceną jest rozpaczający Massimo, który nie zdążył się dowiedzieć, że zostanie ojcem. Trochę słabo ta ostatnia scena wypadła i niestety dość jasno wskazuje ona, że wkrótce doczekamy się kolejnego filmu.

Zwycięzca

Ciężko jest wyłonić zwycięzcę w pojedynku złej książki z równie złą ekranizacją. W filmie bohaterowie byli bardziej spójni, ale książka lepiej tłumaczyła i rozwijała część wątków. Obawiam się, że nie potrafię wybrać lepszej wersji. Obie były złe i żadnej z nich nie mogłabym nikomu polecić. I tylko cieszę się, że obie rzeczy już za mną.

Moją recenzję "365 Dni" znajdziecie tutaj.

21 komentarzy:

  1. Ja się ne dam namówić ani na film, ani na książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja widziałam film i poszłam ze względu na przyjaciółkę, już z góry wiedziałam, że to nie mój klimat. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak na książkę nie skuszę się nigdy tak na film miałam ochotę. W końcu Greya mąż ze mną obejrzał ale po Twojej recenzji nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwszy tom książki jeszcze jakoś ujdzie, ale już następne części są naprawdę porażką. Co do filmu to obejrzałam go, ale szczerze mówiąc jest to nisko budżetowa produkcja, która w ogóle mnie nie urzekła, a tylko potwierdziła to, iż nie warto było poświęcać na niego czas.

    OdpowiedzUsuń
  5. kompletnie nie moje klimaty brrr;p

    OdpowiedzUsuń
  6. Przynajmniej bohaterka w filmie jest bardziej spójna. Mnie wystarczy, że przeczytałam twoją recenzję książki i teraz porównanie.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  7. Uśmiałam się! Co prawda książki słuchałam w autobusie, przesypiając połowę, a film obejrzałam. Może nie zawiodłam się tylko dlatego, że nie oczekiwałam... W zasadzie nie oczekiwałam niczego, bo nie ma co oczekiwać od tego typu literatury. Przedstawienie fabuły słabe, nawet bardzo. Nawet znając (jako tako, ale znając!) treść książki ledwo się połapałam, co jak i gdzie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja książki nie czytałam. Kompletnie mnie do tego nie ciągnęło. Film obejrzałam bo był ba netflixie i był beznadziejny :D spodziewałam sie słabego kina a było meeega słabe :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie poczytam ani nie pooglądam, ale Twoje recenzje dostarczyły mi przedniej rozrywki! :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie planują poznawać tej historii w żadnej formie. 😊

    OdpowiedzUsuń
  11. Greya obejrzałam pod wpływem, ale przy tym "dziele" musiałabym chyba zaopatrzyć się w więcej butelek ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. podziwiam, że zdecydowałaś się na taką katorgę jak przeczytanie tej książki :P ja próbowałam jej wysłuchać i się nie dało :P film raczej też nie leży w moich zainteresowaniach :P Tym bardziej szacun za wytrwałość ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ani jedno, ani drugie chyba nie dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zdecydowanie nie zamierzam sięgać. Naczytałam i nasłuchałam się tyle recenzji, że nie czuję chęci ani potrzeby zapoznania się z całą książką :D

    OdpowiedzUsuń
  15. O ile do książki jeszcze moglabym zajrzeć to filmu na pewno nie obejrzę. Nie trawie tkaiego kina. Wystarczy mi jednirazowy epizod z panem Greyem. Tak znudzona nie bylam na zadnym filmie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo humorystycznie to ujęłaś :) Ja po książkę, a nawet całą serię sięgać nie zamierzam, ale obejrzałam kawałek filmu i i tak musiałam skapitulować i przełożyć to na "inny humor". Żałuję tylko, że nie doczekałam pojawienia się na ekranie Magdaleny Lamparskiej, bo podobno jest tam najlepsza :)
    Pozdrawiam! włóczykijka z Imponderabiliów literackich

    OdpowiedzUsuń
  17. Widziałam film (co zrzucam na kwarantanne zaćmienie:p) i byłam po prostu w szoku jak bardzo fabuła tam nie grała. Nie wiem jak w książce jest to opisane, ale tak expresowe zaadaptowanie się Laury jako porwanej osoby było tak strasznie głupie. Kuszenie Masimo a potem odpychanie go. I ta żałosna próba ucieczki podczas zakupów... Choć patrząc na całość to i tak 1 część filmu była jeszcze znośna, odkad Laura wróciła do Polski to już równa pochyła. Okropność.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja to Ci współczuję, że to przeczytałaś i że obejrzałaś film. Kiedyś mignął mi trailer i cóż... ledwo przebrnęłam przez niego. A co dopiero ponad 2-godzinne męczennictwo? Nope. Podziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  19. Jakoś nie mam w tym przypadku ochoty ani na książkę, ani na film...

    OdpowiedzUsuń

Jeśli możesz, zostaw komentarz. Zajmie Ci to nie więcej niż 2 minuty, a dla mnie będzie wspaniałym prezentem i dużą motywacją. Dziękuję!