czwartek, 23 sierpnia 2018

"Wiedźmy Himmlera" - Katarzyna Marciszewska

Na dachu poznańskiego Okrąglaka zostają znalezione zmasakrowane zwłoki znanej profesor zajmującej się największym w Polsce zbiorem masońskich dokumentów. Wygląd denatki świadczy o próbie dokonania pochówku zgodnie z zasadami starej religii, mającej wiele wspólnego zarówno z masonami, jak i hitlerowcami, szczególnie w osobie Himmlera. Roger Kalita, owdowiały ojciec 5-letniego chłopca, prowadzi śledztwo, w którym wszystko tylko wydaje się proste...


Jestem zawiedziona. Mogę to przyznać już na samym początku. Widziałam tę książkę na niemal każdym bookstagramie, a w kolejce w bibliotece czekałam na nią 7 miesięcy. W końcu przyszedł mail, że książka do odbioru. Cała w skowronkach pobiegłam do biblioteki i zaczęłam czytać. Gdy skończyłam tę powieść następnego dnia, z wielkich nadziei na wspaniałą lekturę zostało tylko rozczarowanie.

Po pierwsze, ktoś obiecał mi wciągający, mroczny świat sekt i tajemnych stowarzyszeń, który miał mnie przyprawić o ciarki na plecach. Tylko gdzie te sekty były, ja się pytam? Wspomnienie "tak, istnieją masoni" nie uprawnia do opowiadania takich bzdur, jakie znalazły się na okładce. Nie, żadnego mrocznego świata ani tajemnic nie było. Czułam się wyjątkowo zawiedziona, bo ta obietnica była głównym powodem, dla którego w ogóle zainteresowała mnie ta pozycja.

Po drugie, główny bohater. Niby sympatyczny, ale jakiś... Dziwny. Dziecinny. W jednej chwili spokojny, by w następnej jakaś głupia uwaga w stylu "no właśnie" wyprowadziła go z równowagi i sprawiła, że naskoczył na swojego rozmówcę. Huśtawka nastrojów jak u kobiety przed okresem. Jego dialogi ze współpracownikami jakieś takie płytkie, jakby kwestie wypowiadał robot, a nie człowiek. No i kompletny brak rozsądku, który każdy ponad trzydziestoletni człowiek powinien już jednak mieć - mam tu na myśli zarówno traktowanie syna, jak i jego życie uczuciowe. Ja zwyczajnie odniosłam wrażenie, że Roger Kalita jest po prostu okropnym człowiekiem. Nie wspomnę tu już jak bardzo nieciekawym i nieoryginalnym pomysłem jest kolejny w literaturze detektyw z problemami. Ja bym chętnie dla odmiany poczytała o kimś szczęśliwym.

Plus, który ratuje tę książkę przed totalną katastrofą, to szybka lektura. Naprawdę, kolejne strony lecą jak szalone - być może dlatego, że cała opowieść nie wymaga od czytelnika zbyt wiele myślenia - styl jest na tyle prosty, że czytane idzie jak po maśle. Ja 90% tej książki przeczytałam w jeden wieczór. Jedną z dobrych stron jest też znaczne zagmatwanie intrygi, ale tu znowu daje o sobie znać niezbyt wysoki poziom inteligencji głównego bohatera, który co 10 stron zmienia podejrzanego i za każdym razem jest niemal stuprocentowo pewien swoich podejrzeń.

Spodziewałam się czegoś lepszego. O wiele. Zdaję sobie sprawę, że na moją ocenę w głównej mierze wpłynął zawód będący wynikiem zderzenia obietnic z okładki z rzeczywistą treścią książki, dlatego postaram się nie być zbyt surowa. Generalnie czyta się tę powieść nie najgorzej, aczkolwiek gdybym wiedziała o niej to, co wiem teraz, nie zdecydowałabym się poświęcać na nią czas, który mogłabym wykorzystać na lekturę czegoś lepszego. I na tym zakończę.

Moja ocena: 6/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Jeśli możesz, zostaw komentarz. Zajmie Ci to nie więcej niż 2 minuty, a dla mnie będzie wspaniałym prezentem i dużą motywacją. Dziękuję!