poniedziałek, 10 września 2018

"Tekst" - Dmitry Glukhovsky

Ilja Goriunow po 7 latach wychodzi z więzienia odbywszy wyrok za przestępstwo, którego nie popełnił. Wraca do rodzinnego miasteczka, do matki, jednak jej mieszkanie zastaje puste. Od sąsiadki dowiaduje się, że jego matka zmarła poprzedniego dnia na zawał serca a on musi zdobyć pieniądze na pogrzeb. Zrozpaczony robi więc to, co każdy Rosjanin na jego miejscu - idzie po wódkę. Z alkoholem krążącym we krwi wyrusza na poszukiwanie przyczyny całego nieszczęścia - człowieka, który siedem lat wcześniej niesłusznie wysłał go do więzienia, Piotra Chazina. Ilja wymierza mu sprawiedliwość i odchodzi z jego komórką. Wkrótce za jej pomocą zaczyna śledzić dawne życie Chazina i coraz śmielej wchodzić w jego skórę...


Twórczość Pana Głuchowskiego znam dość dobrze, mam za sobą "Metro 2033", "Metro 2034", "Metro 2035" i "Futu.re". Wiem, że jak Pan Głuchowski pisze, to czytelnik spija słowa z jego pióra niczym najsłodszy nektar. Dlatego bez wahania sięgnęłam po jego nową powieść z nadzieją na wielkie przeżycia podczas lektury. Owszem, przeżyłam coś wielkiego. Wielkie zaskoczenie i wielki niesmak, że wspaniały Dmitrij Głuchowski mógł napisać coś tak... słabego.

Zacznijmy od tego, że opis na okładce niezbyt dobrze oddaje rzeczywistą treść książki. Opis obiecuje jakąś akcję rodem z "Mission Impossible", ma się wrażenie, że gdzieś tam będą tajne służby, hakerzy, może gangsterzy, cuda i dziwy, Ameryka, XXI wiek. Tymczasem dostajemy zdołowanego kryminalistę, który siedzi i przegląda cudze zdjęcia na tle Rosji opisanej w sposób, który nieodparcie przywodzi na myśl klimaty głębokiego PRLu. Ja się pisałam na "Mission Impossible", nie na wspomnienie czasów słusznie minionych, Panie Głuchowski...

Co do samej treści, to niestety fabuła również nie powala. Jest kilka momentów, które robią wrażenie, ale przez większą część książki nie dzieje się nic. Ja kilka razy musiałam walczyć z ogromną pokusą odłożenia książki i darowania sobie reszty lektury. Szału nie było też w przypadku głównego bohatera. Zarówno Artem z "Metra", jak i Jan z "Futu.re" mieli w sobie to coś. To były silne postacie, które pociągnęłyby lekturę nawet, gdyby wszystko inne zawiodło. Tymczasem Ilja sprawiał wrażenie jakieś takiego miękkiego, ciepłego, nijakiego. Nie poruszył mnie ani on, ani jego historia. Ani tym bardziej jej zakończenie, które uważam za jeden z najsłabszych punktów tej powieści.

Na szczęście warsztat pisarski Pana Głuchowskiego ratuje sytuację. Na nim zawsze można polegać, bo Pan Głuchowski po prostu ma talent. Ja zaś mam świadomość, że moje nadzieje wynikłe z porównania z poprzednimi dziełami autora mają duży wpływ na tę recenzję. Zapewne zbyt duży, dlatego postaram się nie być zbyt surowa. Generalnie książka nie jest zła, to ja po prostu oczekiwałam czegoś więcej. Niemniej po kolejne książki Pana Głuchowskiego sięgnę z niesłabnącą wiarą w jego talent.

Moja ocena: 7/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Jeśli możesz, zostaw komentarz. Zajmie Ci to nie więcej niż 2 minuty, a dla mnie będzie wspaniałym prezentem i dużą motywacją. Dziękuję!