wtorek, 10 lipca 2018

"Problem Trzech Ciał" - Cixin Liu

Chiny, czasy rewolucji kulturalnej. Ye Wenjie, córka naukowca zamordowanego przez członków Czerwonej Gwardii, trafia do tajnej bazy Czerwony Brzeg, gdzie ma odkupić swe winy użyczając reżimowi swojej wiedzy naukowej. Celem projektu, nad którym pracuje, jest odnalezienie życia pozaziemskiego. Kilkadziesiąt lat później kolejny naukowiec, Wang Miao, zostaje wplątany w wydarzenia, których nie potrafi do końca ogarnąć umysłem. Przez kraj przetacza się fala samobójstw uznanych fizyków, a jedną z ofiar jest córka Ye Wenjie. Wang Miao podąża tropem samobójstw i odkrywa niezwykłą grę "Trzy Ciała", która polega na rozpracowaniu nierozwiązywalnego problemu trzech ciał i uratowaniu cywilizacji złapanej w grawitacyjne oddziaływanie rzeczonych trzech słońc. Szybko okazuje, że gra nie jest tylko wytworem wyobraźni programisty...


"Problem Trzech Ciał" to moje pierwsze spotkanie z literaturą chińską i azjatycką w ogóle, dlatego podeszłam do niego z pewną rezerwą. No bo jak to literatura azjatycka? Oni tam chyba jakiejś wybitnej literatury nie tworzą, skoro nigdy nie słyszałam o żadnym pisarzu z tego regionu. A co jeśli przez różnice kulturowe nie zrozumiem co chciał mi przekazać autor? Z drugiej strony po lekturze kilkunastu pozytywnych recenzji - i słowom zachęty samego Baracka Obamy - oczekiwałam naprawdę dobrej lektury. Czy moje oczekiwania i obawy się sprawdziły? Po części.

Po pierwsze, jeśli sądzić na podstawie książki Pana Liu (Pana Cixin? Nie mam pojęcia które to nazwisko...), to istotnie Azjaci nie tworzą literatury wybitnej. Warsztat pisarski był poprawny, ale nic ponad to. Miejscami zalatywało wręcz jakąś infantylnością, jakby autor miał problem ze zgrabnym ułożeniem zdania. Ale może to wszystko wina przekładu najpierw na angielski i dopiero potem na polski. W tej kwestii będę łagodna - zwłaszcza, że koniec końców czytało się przyjemnie.

Co do samej powieści, to muszę przyznać, że mój głód historii mocno osadzonej na fundamentach nauki, został zaspokojony. Mamy tu po pierwsze problem trzech ciał, mamy splątanie kwantowe, mamy 11 wymiarów rzutowane na przestrzeń trójwymiarową. Te drobne smaczki naukowe cieszą moje serce, które zawsze chciało być sercem naukowca, ale niestety trafiło na mózg nie będący w stanie poradzić sobie z żadnym równaniem matematycznym bardziej skomplikowanym niż 5 x 2 = ? Mamy tutaj przedstawionych kilka naprawdę skomplikowanych teorii (pamiętam, że gdy czytałam po raz pierwszy książkę o teorii strun - z której dowiedziałam się o 11 wymiarach - autorstwa Michio Kaku to kilka dni zajęło mi logiczne ułożenie tego w moim humanistycznym umyśle), jednak są one przedstawione na tyle prosto, że nawet największy laik będzie w stanie je zrozumieć przy minimalnym wysiłku umysłowym. Chyba dodam za to jedną "gwiazdkę".

Weźmy się teraz za fabułę. Pierwsze 60-70 stron mnie trochę rozczarowało. Krwawe oblicze rewolucji kulturalnej to nie zupełnie to, co czym chciałam czytać sięgając po książkę z gatunku science-fiction. Potem również ten wątek "fantastyczny" dość powoli i opornie wkraczał na karty powieści. Jednak kiedy już wkroczył, kiedy pojawiła się gra "Trzy Ciała", wtedy wszystko się rozkręciło. I muszę powiedzieć, że cały ten powolny start prowadził do bardzo interesującego finału. Nie mogę też pominąć istotnego pytania, z którym ta powieść nas zostawia - czy jest dla nas ratunek? Czy też nasz rozwój technologiczny zniszczy wkrótce całą planetę, a wraz z nią nas samych?

"Problem Trzech Ciał" to solidna porcja fantastyki naukowej, chociaż raczej daleko jej do wybitności, którą obiecują niektóre recenzje. Moją ocenę podwyższa przyznanie dodatkowej gwiazdki za przystępne wytłumaczenie teorii naukowych i w efekcie dostajemy całkiem niezły wynik. Ale prawda jest taka, że jeśli chcesz przeczytać kolejną część cyklu, to znaczy, że poprzednia była dobra. A ja chcę przeczytać kolejną część. Więc chyba nie pozostaje mi nic innego, jak książkę Cixin Liu polecić.

Moja ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Jeśli możesz, zostaw komentarz. Zajmie Ci to nie więcej niż 2 minuty, a dla mnie będzie wspaniałym prezentem i dużą motywacją. Dziękuję!