piątek, 29 marca 2019

"Dzieci Krwi i Kości" - Tomi Adeyemi

Dawno temu magowie byli szanowanymi obywatelami Oriszy, jednak ich niezaspokojone ambicje ściągnęły na nich nieszczęście. Pewnego dnia magia po prostu zniknęła, a bezwzględny król rozkazał wymordować magów by nawet jej powrót nie był w stanie przywrócić dawnego porządku. Od czasu rzezi nieliczni, którzy przeżyli, nie mają żadnych praw. Upokarza się ich i wykorzystuje jako służących i niewolników. Jedna z ocalałych magiczek, 17-letnia Zelie, w skutek zbiegu okoliczności - a może interwencji milczących bogów - zdobywa przedmiot będący kluczem do rytuału mogącego przywrócić Oriszy utraconą magię. Przeciwko niej jest nie tylko król wraz z armią, ale i czas, który ucieka zbyt szybko. Mimo to Zelie postanawia walczyć - nie tylko o siebie, ale o wszystkich uciśnionych magów.


Nie mogłam doczekać się premiery tej książki odkąd usłyszałam o niej po raz pierwszy od zagranicznych youtuberek książkowych. Moją niecierpliwość podsycały dodatkowo świetne recenzje, jakie zbierały "Dzieci Krwi i Kości", a także obietnica wplecenia w świat przedstawiony elementów mitologii afrykańskiej. Wszystko, co mówiło się o tej pozycji wskazywało, że to idealna książka dla mnie. Dlatego polskie wydanie trafiło w moje ręce już w dniu premiery. Czy okazało się strzałem w dziesiątkę? Nie. Ale w dziewiątkę jak najbardziej.

Jest tu tyle elementów, o których chcę napisać, że nie wiem od czego zacząć. Zacznę więc może od tego, który najbardziej utkwił mi w pamięci - od akcji. Ależ tu się dzieje! Otworzenie tej książki jest jak podróż z szalonym taksówkarzem - jak raz ruszy z kopyta, to koniec. Nie ma, że wolniej. Nie ma, że siku. Lepiej zapnij pasy, bo będziemy bili rekord zdobytych punktów karnych, a koniec przejażdżki dopiero na ostatniej stronie. Tak się własnie czułam podczas lektury. W tej książce po prostu nie przewidziano miejsc na odpoczynek, nie ma rozdziałów, gdzie akcja zwalnia i pozwala na odłożenie lektury na następny dzień. A zwroty akcji! Zwykle młodzieżówki są przewidywalne i rzadko zaskakują czytelnika, tutaj co chwilę czułam się zrobiona w przysłowiowego balona. Mamy tu kilka klasycznych elementów, które powtarzają się niemal w każdej powieści tego typu, jak walka o wolność czy romans z wrogiem. Wydaje się oczywiste jak skończy się walka i dokąd poprowadzi nas romans. Widzieliśmy to już setki razy. A tymczasem niespodzianka. Nic się nie dzieje tak, jak się tego spodziewaliśmy. Uwielbiam być w ten sposób zaskakiwana. A w dodatku mimo szalonego tempa akcji bardzo łatwo za nią podążać - wydarzenia logicznie łączą się ze sobą, a narrator doskonale tłumaczy co z czego wynika prowadząc czytelnika przez fabułę. Ten element został dopracowany w każdym szczególe.

Aha, jedna rada, królewiczu. Jeśli chcesz długo cieszyć się życiem, lepiej mi go nie powierzaj.

Jeśli chodzi o świat przedstawiony to mam mieszane uczucia. A może raczej mam jedno drobne zastrzeżenie. Sama Orisza jest wspaniała i całkiem porządnie zrobiona. Mamy mapkę, która pozwala się lepiej zorientować w tym fikcyjnym świecie, mamy jasno wytłumaczoną jego historię, mamy fascynujący i oryginalny system magii. Jedyne, czego mi brakuje, to nieco głębszego opisu. Bardzo fajnie, że autorka pokusiła się o stworzenie zupełnie nowej fauny i flory, ale skoro już stworzyła na przykład lworożca, to mogłaby wyjaśnić co to takiego. Bo ja nie mam pojęcia i nie wiem jak mam to sobie wyobrazić. Prosty opis w stylu "lew z rogiem na czole" by wystarczył. Ale niestety go zabrakło.

Co do bohaterów, to najlepiej ukształtowaną postacią zdecydowanie nie była Zelie, lecz Amari, księżniczka, która ucieka z pałacu przesiąkniętego nienawiścią do magów by pomóc Zelie w jej wyprawie. To bardzo prawdziwa postać, złożona, niepozbawiona silnych negatywnych uczuć, ale mająca w sobie coś, co z łatwością zaskarbia jej sympatię czytelnika. Zelie na tę sympatię musiała w moim przypadku pracować dużo dłużej, chociaż i do niej w końcu się przekonałam. Na podkreślenie zasługuje fakt, że obie dziewczyny bardzo ładnie nam dojrzewały wraz z rozwojem akcji, co czawsze dodaje książce nieco kolorytu. Za to z Tzainem, bratem Zelie, mam problem. W założeniu miał chyba być tym rozsądniejszym, który wyciąga siostrę z tarapatów, w jakie się wpakowała. Niestety wyszło zupełnie inaczej. Ja odebrałam go jako zwyczajnego bufona, w którym Zelie wywołuje więcej irytacji niż miłości. Wiecznie obwinia siostrę o wszystko - nawet o to, że musiała uciekać z miasta gdy strażnicy urządzili łapankę. Miejscami naprawdę miałam ochotę trzepnąć go po głowie i nawrzeszczeć na Zelie, żeby wreszcie przestała potulnie słuchać jego absurdalnych pretensji.

Nie mogę pominąć również wątku romantycznego. Owszem, był. Ciężko znaleźć fantastykę dla młodzieży bez tego elementu. Na szczęście w tym przypadku nie był jednym z głównych wątków. Właściwie trwał zaskakująco krótko i poza jednym czy dwoma rozdziałami, gdzie wysunął się na pierwszy plan, pozostawał raczej w cieniu. Myślę, że nikomu nie popsuję lektury gdy zdradzę, że chodzi o Zelie i Inana - to staje się jasne jeszcze przed 50 stroną powieści. Mówię o tym dlatego, że zwraca to naszą uwagę na postać brata Amari. Dość popularny jest w literaturze młodzieżowej motyw konfliktu uczuć i obowiązku, ale w przypadku Inana nic nie rozegrało się tak, jak się tego spodziewałam. Nie jestem pewna czy brat Amari zdobył moją sympatię, ale uwagę miał na pewno.

Wahasz się, bo na tym polega bycie królem - mówi ojciec. - Masz serce i masz obowiązek. Jedno musi ucierpieć kosztem drugiego.

Czymś nowym za to był dla mnie fakt, że "Dzieci Krwi i Kości" wywołują głębszą refleksję. To chyba jedyna młodzieżówka jaką czytałam, gdzie nic nie jest czarno-białe. Wydawać by się mogło, że poniżani i upokarzani magowie to ci dobrzy, bezwzględny król to ten zły. A jednak pojawiają się wydarzenia, które każą nam się zastanowić czy naprawdę powrót magii jest dobrym pomysłem. Kiedy widzimy jaką potęgą mogą dysponować magowie, jakie niszczycielskie siły są w stanie przywołać, zaczynamy się zastanawiać czy ktokolwiek powinien posiadać taką moc. Autorka wychodzi poza utarty schemat walki dobra ze złem i stawia czytelnika przed wyborem pomiędzy brakiem wolności a nadmiarem władzy. Ja mogę tylko chylić czoła przed jej decyzją, by młodszego odbiorcę zmusić do rozpatrywania podobnych dylematów moralnych.

"Dzieci Krwi i Kości" to niezwykle oryginalna powieść łącząca elementy literatury młodzieżowej z przesłaniem godnym powieści dla dorosłych. Jest tu wszystko, czego można wymagać od tego typu dzieła - wartka akcja, świetnie wykreowani bohaterowie dokonujący zaskakujących wyborów, poważna refleksja. Skrytykować mogę jedynie drobne szczegóły, które nie mają większego wpływu na odbiór tej książki. Zdecydowanie spełniła nadzieje, jakie w niej pokładałam i mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że niecierpliwie oczekuję na kontynuację. Zapewne czekać na nią będę musiała przynajmniej dwa lata, ale dla tak dobrej powieści naprawdę warto. Gorąco polecam!

Moja ocena: 9/10

29 komentarzy:

  1. Ostatnio jestem prześladowana przez tę książkę i już chyba wiem dlaczego :) Muszę koniecznie kupić ją, bo po Twojej recenzji wiem, że to zdecydowanie moje smaki 💖

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! Od razu pomyślałam o Tobie, na pewno Ci się spodoba :)

      Usuń
  2. Myślę, że będzie niebawem u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Mnie się trochę creepy wydaje, ale fakt, jest intrygująca :)

      Usuń
  4. Cieszę się, że książka wzbudziła w Tobie pozytywne emocje ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Okładka jak i sama książka bardzo nie intrygują :)
    Pozdrawiam, Eli https://czytamytu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Powiem wprost - na pewno przeczytam. Ja też słuchałam zachwytów, które ta książka wywołała za granicą, a Twoja recenzja uspokaja mnie, że polskie wydanie zachowało w książce to co najlepsze. Mnie to wystarczy. ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak miło czytać tak entuzjastyczną recenzję. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo miło było ją pisać :) Niestety jutro wjedzie cała góra narzekania i kręcenia nosem na panią Aveyard...

      Usuń
  8. Chętnie przeczytam w wolnym czasie :D
    Pozdrawiam! wy-stardoll.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie słyszałam wcześniej o tej książce, ale skoro dobra to chętnie po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeczytałam opis tej książki i troszkę skojarzyło mi się z drugą częścią gry "Dragon Age" ;) Ale o samej książce niestety wcześniej nie słyszałam, ale okładka przykuwa oko!
    Oby kontynuacje były jeszcze lepsze niż pierwsza część. Dobrze, że książka spełniła Twoje oczekiwania, a sama zapisałam sobie tytuł. Pozdrawiam Cię serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam jeszcze przyjemności grać w Dragon Age, chociaż stoi na półce i czeka na swoją kolej :) Mam nadzieję, że się na ksiązkę skusisz i spodoba Ci się tak jak mnie :)

      Usuń
  11. Nie lubię fantastyki, wolę bardziej przyziemne propozycje a najbardziej - poradniki :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj nie znam książki, ale przeraziła mnie trochę okładka haha :D Choć opis książki też utwierdził mnie w fakcie, że to nie moje klimaty :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Najbardziej jestem ciekawa tej szaleńczej akcji i tych niespodziewanych zwrotów akcji. Chętnie przeczytam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam, naprawdę można się przy niej świetnie bawić :)

      Usuń
  14. Mitologia afrykańska chyba rzadko pojawia się w powieściach fantasy, to może być ciekawa odmiana. Podoba mi się porównanie do taksówkarza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po raz pierwszy spotkałam się z nawiązaniem do kultury afrykańskiej, to było naprawde odświeżające :)

      Usuń

Jeśli możesz, zostaw komentarz. Zajmie Ci to nie więcej niż 2 minuty, a dla mnie będzie wspaniałym prezentem i dużą motywacją. Dziękuję!